Kochanie, przepraszam Cię.
Wiem, że samo słowo „przepraszam” nie działa jak magiczny odkurzacz, który wciąga cały bałagan po kłótni, ale od czegoś trzeba zacząć. A ja zaczynam od tego, że naprawdę jest mi przykro.
Nie chciałem Cię zranić, zdenerwować ani sprawić, żebyś patrzyła na mnie tym spojrzeniem, przy którym nawet kwiaty w wazonie zaczynają stać prosto. Zasłużyłaś na więcej spokoju, czułości i normalnej rozmowy, a nie na moje chwilowe popisy w kategorii „mąż, który mówi, zanim pomyśli”.
Przepraszam Cię za moje zachowanie. Obiecuję poprawę, mniej głupich odzywek, więcej słuchania i większą gotowość do przyznania, że nie zawsze muszę mieć ostatnie słowo.
Kocham Cię i chciałbym, żebyśmy wrócili do wersji nas, w której jest więcej uśmiechu, przytulania i normalnego gadania, a mniej atmosfery jak przed kontrolą skarbową.